
Zwykle Adwent kojarzy nam się z czterema świecami w wieńcu. Cztery tygodnie. Cztery kroki w stronę Betlejem. W tym roku w naszej parafii idziemy głębiej. Przed ołtarzem pojawił się nasz własny kalendarz adwentowy: 25 świec. 25 dni. 25 niepowtarzalnych chwil.
Każda świeca to jeden dzień, którego nie odzyskasz. Jedna chwila, której nie zatrzymasz. Jeden moment, który trzeba uchwycić, zanim stanie się tylko wspomnieniem.
Świece stoją na obumarłym pniu. I właśnie tam zaczyna się Ewangelia. 25 świec ustawiliśmy na starym, obumarłym pniu drzewa. Dlaczego? Bo każdy z nas nosi w sobie takie miejsca: coś, co obumarło, coś, co wydaje się stracone, coś, co, jak myślisz, już nie wróci. I wtedy właśnie słyszymy słowa proroka Izajasza: „Wyrośnie różdżka z pnia Jessego” – a ród Jessego rzeczywiście był jak zwalony pień: ścięty, wyschnięty, bez życia i bez przyszłości. Nie było już potomka mogącego przedłużyć dynastię rodu Dawida. Po ludzku – koniec .A jednak Bóg właśnie tam wprowadził życie. Narodził się Król z rodu Dawida. Narodził się Zbawiciel. Bóg może zrobić to samo w twoim życiu. Nie mów, że już nie warto. Nie mów, że nic się nie zmieni. Nie mów, że wszytko stracone. Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. On potrafi przywrócić życie tam, gdzie widzisz tylko pień.
Każdy dzień Adwentu to kairos ( czas łaski) – dzień, który Bóg chce wypełnić swoją obecnością tu i teraz.
Wasz proboszcz
ksiądz Piotr Celejewski