![]() |
e-Effatha "Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu. Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: Effatha, to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. /Jezus/ przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali. I pełni zdumienia mówili: Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę. (Mk 7,31-37) Effatha, to znaczy: Otwórz się! Wszystkich Parafian zapraszamy do lektury "e-Effatha", czyli elektronicznej wersji naszej parafialnej gazetki. "Effatha, to znaczy: Otwórz się!" Bądźmy nieustannie otwarci na słowa, które Bóg do nas kieruje i na natchnienia Ducha Świętego, który będzie nas prowadził. HOMILIA OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA Bazylika Świętego Piotra Wtorek, 24 grudnia 2024 r. Anioł Pański, spowity światłem, rozświetla noc i przekazuje pasterzom dobrą nowinę: "Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu: dziś bowiem w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz, Pan" (Łk 2, 10-11). Pośród zadziwienia ubogich i śpiewu aniołów, niebo otwiera się na ziemi: Bóg stał się jednym z nas, aby uczynić nas takimi jak On, zstąpił między nas, aby nas podnieść i przyprowadzić z powrotem w objęcia Ojca. Siostry i bracia, to jest nasza nadzieja. Bóg jest Emmanuelem, jest Bogiem z nami. Nieskończenie wielki stał się mały; boskie światło zabłysło wśród ciemności świata; chwała niebios pojawiła się na ziemi. A w jaki sposób? W małości Dzieciątka. A jeśli Bóg przychodzi, nawet gdy nasze serce przypomina ubogi żłób, możemy wtedy powiedzieć: nadzieja nie umarła, nadzieja jest żywa i ogarnia nasze życie na zawsze! Nadzieja nie zawodzi. Siostry i bracia, wraz z otwarciem Drzwi Świętych rozpoczęliśmy nowy Jubileusz: każdy z nas może wejść w misterium tego zwiastowania łaski. Jest to noc, w którą drzwi nadziei otworzyły się na oścież na świat; jest to noc, w której Bóg mówi każdemu: także dla ciebie jest nadzieja! Jest nadzieja dla każdego z nas. I nie zapominajcie, siostry i bracia, że Bóg przebacza wszystko, Bóg zawsze przebacza. Nie zapominajcie o tym, ponieważ jest to sposób by zrozumieć nadzieję w Panu. Aby przyjąć ten dar, jesteśmy zaproszeni do wyruszenia w drogę z zadziwieniem pasterzy z Betlejem. Ewangelia mówi, że oni, usłyszawszy zwiastowanie anielskie "udali się z pośpiechem" (Łk 2, 16). Jest to wskazówka, aby na nowo odnaleźć utraconą nadzieję, odnowić ją w sobie, zasiać ją na pustkowiach naszych czasów i naszego świata: z pośpiechem. A pustkowia w tych czasach są tak liczne! Pomyślmy o wojnach, o dzieciach, do których strzela się z karabinów maszynowych, o bombach zrzucanych na szkoły i szpitale. Nie zwlekać, nie zwalniać kroku, ale pozwolić się pociągnąć dobrej nowinie. Nie zwlekając, idźmy, aby zobaczyć Pana - który narodził się dla nas - z lekkim i czujnym sercem, gotowym na spotkanie, abyśmy później byli zdolni przełożyć nadzieję na sytuacje naszego życia. I to jest nasze zadanie: przełożyć nadzieję na różne sytuacje życiowe. Ponieważ nadzieja chrześcijańska nie jest szczęśliwym zakończeniem, na które trzeba bezczynnie czekać, nie jest filmowym happy endem: jest obietnicą Pana, którą należy przyjąć tu, teraz, na tej cierpiącej i jęczącej ziemi. Dlatego żąda ona od nas, abyśmy nie zwlekali, nie wciągali się w nawyki, nie trwali w przeciętności i lenistwie; żąda od nas - jak powiedziałby św. Augustyn - abyśmy byli oburzeni tym, co złe i mieli odwagę to zmienić; żąda od nas, abyśmy stali się pielgrzymami w poszukiwaniu prawdy, niestrudzonymi marzycielami, kobietami i mężczyznami, którzy pozwalają się zaniepokoić marzeniem Boga, które jest marzeniem o nowym świecie, w którym panują pokój i sprawiedliwość. Uczmy się na przykładzie pasterzy: nadzieja, która rodzi się tej nocy, nie toleruje lenistwa osób prowadzących zasiedziały tryb życia i gnuśności tych, którzy usadowili się we własnych wygodach - a tak wielu z nas jest zagrożonych usadowieniem się w naszych wygodach - nadzieja nie uznaje fałszywej roztropności tych, którzy nie podejmują wyzwań w obawie przed kompromitacją i kalkulacją tych, co myślą tylko o sobie; nadzieja jest nie do pogodzenia ze spokojnym życiem tych, którzy nie protestują przeciwko złu i niesprawiedliwościom popełnianym kosztem najuboższych. Wręcz przeciwnie, chrześcijańska nadzieja, zapraszając nas do cierpliwego oczekiwania na Królestwo, które kiełkuje i wzrasta, wymaga od nas śmiałości, by już dziś uprzedzać tę obietnicę, poprzez naszą odpowiedzialność, ale nie tylko, także poprzez nasze współczucie. I tutaj, być może dobrze nam zrobi zadanie sobie pytania o nasze współczucie: czy potrafię współczuć? Czy współczuję? Zastanówmy się nad tym. Patrząc na to, jak często urządzamy się na tym świecie, dostosowując się do jego mentalności, dobry kapłan-pisarz tak modlił się na Boże Narodzenie: "Panie, proszę Cię o trochę udręki, trochę niepokoju, trochę wyrzutów sumienia. W Boże Narodzenie chciałbym być nieusatysfakcjonowany. Zadowolony, ale też nieusatysfakcjonowany. Zadowolony z powodu tego, co Ty czynisz, nieusatysfakcjonowany z powodu braku moich odpowiedzi. Zabierz nam, proszę, nasz fałszywy spokój i włóż trochę cierni do naszego wiecznie przepełnionego "żłobu". Umieść w duszy pragnienie czegoś innego" (A. Pronzato, La novena di Natale). Pragnienie czegoś innego. Nie stać w miejscu. Nie zapominajmy, że to stojąca woda jako pierwsza ulega zepsuciu. Nadzieja chrześcijańska jest właśnie tym "czymś innym", co wymaga od nas, byśmy ruszyli "z pośpiechem". Rzeczywiście, od nas, uczniów Pana, wymaga się odnalezienia w Nim naszej największej nadziei, aby potem ponieść ją bez zwłoki, jako pielgrzymi światła w ciemności świata. Siostry, bracia, to jest Jubileusz, to jest czas nadziei! Zaprasza nas on do ponownego odkrycia radości spotkania z Panem, wzywa nas do duchowej odnowy i zobowiązuje nas do przemiany świata, aby ten czas naprawdę stał się czasem jubileuszu: niech stanie się taki dla naszej matki Ziemi, oszpeconej logiką zysku; niech stanie się taki dla krajów najuboższych, obciążonych niesprawiedliwymi długami; niech stanie się taki dla wszystkich, którzy są więźniami starych i nowych niewoli. Dla nas wszystkich, [jest] darem i zobowiązaniem do zaniesienia nadziei tam, gdzie została utracona: gdzie życie jest poranione, w zdradzonych oczekiwaniach, w rozwianych marzeniach, w niepowodzeniach, które rozdzierają serce; w znużeniu tego, kto nie daje już rady, w gorzkiej samotności tego, kto czuje się pokonany, w cierpieniu, które drąży duszę; w długich i pustych dniach więźniów, w ciasnych i zimnych izbach ubogich, w miejscach sprofanowanych przez wojnę i przemoc. Nieść tam nadzieję, siać tam nadzieję. Rozpoczyna się Jubileusz, aby wszystkim była dana nadzieja, nadzieja Ewangelii, nadzieja miłości, nadzieja przebaczenia. I powróćmy do szopki, spójrzmy na szopkę, spójrzmy na czułość Boga, która objawia się w obliczu Dzieciątka Jezus, i zadajmy sobie pytanie: "Czy jest w naszym sercu to oczekiwanie? Czy jest w naszym sercu ta nadzieja? (...) Kontemplując dobroć Boga, która przezwycięża naszą nieufność i nasze lęki, kontemplujemy również wielkość nadziei, która na nas czeka. (...) Niech ta wizja nadziei oświeca naszą codzienną drogę" (C. M. Martini, Omelia di Natale, 1980). Siostro, bracie, w tę noc, to dla ciebie otwierają się "drzwi święte" Bożego Serca. Jezus, Bóg z nami, rodzi się dla ciebie, dla mnie, dla nas, dla każdego mężczyzny i każdej kobiety. I wiesz - z Nim rozkwita radość, z Nim zmienia się życie, z Nim nadzieja nie zawodzi. https://www.vatican.va/content/francesco/pl/homilies/2024/documents/20241224-omelia-natale.html Pragnę Cię jak najserdeczniej powitać zawołaniem, które przed pięcioma laty umieściłem w moim herbie biskupim. Te dwa słowa wybrałem najpierw dlatego, by wyrazić wdzięczność Bogu za dar charyzmatu pallotyńskiego i wspólnoty, która mnie wychowała i ukształtowała. Te słowa bowiem to część pozdrowienia, którym pallotyni pozdrawiają się na co dzień. Ale wybrałem to motto także z innego powodu: wyraża ono pragnienie, by moja biskupia posługa była przede wszystkim przekazywaniem pokoju, którego świat dać nie może (por. J 14,27), a którym jest sam Chrystus Pan. Bracia i Siostry, pozdrawiając Was w ten sposób, chciałbym także ? na początku naszej wspólnej drogi ? wyjaśnić krótko znaczenie mojego biskupiego herbu, w którym pragnąłem zawrzeć konkretne przesłanie. Zbudowany jest on na tarczy ze złotym krzyżem, który oznacza ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Pana. Chrystus, jak mówi św. Paweł, przez swoją śmierć i zmartwychwstanie zburzył mur wrogości i przyniósł ludzkości prawdziwy pokój (por. Ef 2,14?16). Niebieskie tło tarczy herbowej oznacza Maryję, która jest Królową Pokoju i pierwszą przekazicielką pokoju Chrystusa. Odnosi się on także do koloru nieba i niebieskiego Jeruzalem, które całe wypełnione jest pokojem naszego Pana (por. Ap 21,3?4). Na tarczy herbowej znajduje się gwiazda betlejemska i złoty promień. Nawiązują one do Mędrców, którzy widzieli gwiazdę na wschodzie (por. Mt 2,2) i wyrażają moje pragnienie dzielenia się pokojem Chrystusa ze wszystkimi, zgodnie ze słowami św. Pawła, który przypomina, że Chrystus przyniósł pokój i tym, którzy są daleko i tym, którzy są blisko (por. Ef 2,17). Gwiazda betlejemska jest kolejnym nawiązaniem do duchowości pallotyńskiej. Założyciel zgromadzenia, św. Wincenty Pallotti, a w ślad za nim pallotyni, bardzo czczą tajemnicę Objawienia Pańskiego, widząc w niej symbol powszechności Kościoła i apostolstwa, które jest skierowane do każdego człowieka. Pod gwiazdą widnieje gołąbek niosący gałązkę oliwną. Nawiązuje on do znanej sceny biblijnej, gdy Noe po wielkim potopie wypuścił z arki gołębicę, a ta wróciła, "niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego" (Rdz 8,11). Przyniosła w ten sposób ludziom znajdującym się w arce pokój i nadzieję. Gałązka oliwna, symbol pokoju, nawiązuje również do Ogrodu Oliwnego, w którym Chrystus spędzał długie godziny na modlitwie. Bez modlitwy i otwarcia się na łaskę Chrystusa ludzkie serce zawsze będzie targane niepokojem świata. Gołębica jest też biblijnym znakiem Ducha Świętego, a jednym z owoców Jego działania w duszy człowieka jest pokój (por. Ga 5,22). Siostry i Bracia, w tym herbie, jak wspomniałem, zawarty jest jakby program mojej posługi biskupiej, który chcę teraz realizować w naszej archidiecezji. Najogólniej mówiąc, jest nim szczere pragnienie, by razem z Wami iść każdego dnia z Chrystusem i w stronę Chrystusa. On jest naszym pokojem i On jest najgłębszym źródłem naszej radości. Dla mnie to nie przypadek, że właśnie dzisiaj, gdy mogę po raz pierwszy skierować do Was to słowo, w pewnym sensie Wam się przedstawić, przeżywamy w Kościele Niedzielę Radości; Niedzielę Gaudete. Słyszeliśmy przed chwilą pełne entuzjazmu słowa św. Pawła: "Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się (…). Pan jest blisko!" (Flp 4,4?5). Wcześniej słyszeliśmy wezwanie przekazane przez proroka Sofoniasza: "Podnieś radosny okrzyk, Izraelu! Ciesz się i wesel z całego serca (…). Pan jest pośród ciebie, nie będziesz już bała się złego" (Sof 3,14?15). Wezwanie Sofoniasza podchwycił Izajasz, zachęcając nas - co zrobiliśmy dziś śpiewając psalm responsoryjny ? byśmy wołali radośnie, bo wielki jest wśród nas Święty Izraela (por. Iz 12,6). W tych wszystkich wezwaniach do radości uderza ten sam motyw: Pan jest blisko! Otóż to: nie jesteśmy sami. Jego błogosławiona obecność, której - dzięki wierze - jesteśmy pewni, jest najgłębszą przyczyną naszej radości. Kościół nie wzywa nas dziś do tego, byśmy się śmiali czy, tym bardziej, chichrali. Być może nie mamy ku temu szczególnych powodów. Być może kogoś nie nastraja do śmiechu jego sytuacja osobista lub rodzinna, jakiś długotrwały, bolesny i męczący problem, ciągnąca się choroba, niedawna śmierć kogoś bliskiego. Nie jest nam do śmiechu także wtedy, gdy patrzymy na wiele problemów, jakie przeżywa dziś Kościół, zwłaszcza w Polsce, a także gdy patrzymy na to, co dzieje się na świecie, szczególnie w miejscach, gdzie przelewana jest krew. Radość jest czymś dużo głębszym niż śmiech. Chrześcijańska radość to postawa serca, które w każdej sytuacji potrafi zachować stałość, harmonię i pokój oraz umie przyjąć także to, co trudne i przykre. Radość to wielka wewnętrzna siła, która potrafi przeciwstawić się narastającej fali zła, smutku, a nawet nienawiści. Ona pozwala nam właściwie reagować na każdą burzę i walczyć z nią, rzuca promienie słońca i światła na często suchy i ciemny grunt naszej codzienności. Radość to pewność, że moje życie jest w dobrych, to znaczy Bożych, rękach. Że On jest blisko, nawet jeśli nieraz, także teraz jest trudno i ciężko. "Radość Ewangelii ? napisał papież Franciszek w pierwszym zdaniu swojej programowej adhortacji Evangelii Gaudium ? napełnia serce oraz całe życie tych, którzy spotykają się z Jezusem. Ci, którzy pozwalają, żeby ich zbawił, zostają wyzwoleni od grzechu, od smutku, od wewnętrznej pustki, od izolacji. Z Jezusem Chrystusem rodzi się zawsze i odradza radość" (EG, 1). A w innej adhortacji, Gaudete et exsultate, Franciszek dodał, że można przeżywać radość także w godzinie krzyża, "gdyż zawsze pozostaje przynajmniej promyk światła, rodzący się z osobistej pewności, że jest się nieskończenie kochanym, ponad wszystko" (GE,125). Siostry i Bracia mam nadzieję, że dobrze to rozumiecie, że w swoim życiu wiary tego doświadczacie, że nie jest to dla Was jakaś abstrakcyjna teoria. Chrześcijaństwo bez radości jest jak człowiek bez serca: nie może istnieć. To doświadczenie radości wzrasta w nas tym bardziej, im bardziej jesteśmy otwarci na przyjęcie Ewangelii, czyli Dobrej Nowiny. Ewangelia jest nowiną, bo w niej jest zawsze coś świeżego, porywającego, nie mdławego. Jeśli tylko prawdziwie się na nią otworzymy, dotyka każdego momentu w naszym życiu w sposób najbardziej konkretny. Możemy wielokrotnie czytać te same zdania, lecz Słowo jest zawsze nowe. I Ewangelia jest nowiną "dobrą", bo to prawdziwa opowieść o tym, że Jezus z Nazaretu jest Synem Bożym, który umarł za nas i dla nas zmartwychwstał, który otworzył nam niebo, który jest z nami każdego dnia i w każdym doświadczeniu. On kocha nas miłością absolutną. Dzięki Niemu możemy porzucić grzech i żyć w wolności dzieci Bożych! Tak, z głoszenia i z przyjęcia Dobrej Nowiny płynie prawdziwa radość! Z Dobrą Nowiną więc do Was przychodzę; jej chcę z Wami słuchać, ją głosić, nią się napełniać. Nie mam innego celu, bo wszystko inne musi być drugorzędne! Wszystko inne dostaniemy, zdobędziemy lub osiągniemy gdzie indziej. Dobrą Nowinę możemy dostać tylko w Kościele. I tu ją musimy dostać! Takie zadanie zlecił mi papież Franciszek. W bulii nominacyjnej napisał, że chce, by nasza wspólnota lokalnego Kościoła w Warszawie przez głoszenie Słowa Bożego mogła pilnie wypełniać wolę Bożą i wzrastać w wierze. Polecił mi także, bym "wytrwale i wiernie wyjaśniając naukę Kościoła, w miłości Chrystusa niestrudzenie uczył tych, którzy są blisko Boga i tych, którzy są daleko, przekazując im ewangeliczną prawdę o Bogu, który umiłował ludzi aż do śmierci". To chcę robić, a przynajmniej próbować to robić najlepiej, jak będę umiał. Słyszeliśmy przed chwilą w Ewangelii o św. Janie Chrzcicielu, który "dawał ludowi wiele napomnień i głosił dobrą nowinę" (Łk 3,18). On także jest pełen wewnętrznej radości. Nie myśli o sobie, nie robi kariery kosztem Chrystusa. Jest wolny! Radosny i wolny. Z całą pokorą wyznaje, że chrzci jedynie wodą, ale nieskończenie ważniejszy od Niego jest Chrystus, który będzie chrzcił Duchem Świętym (por. Łk 3,16). Jan oczyszcza z zewnątrz, Chrystus od środka. Jan wie, że wielkim przywilejem dla niego byłoby rozwiązać rzemyk w Chrystusowych sandałach. Każdego też prosi, by żył zgodnie ze swoim powołaniem, robił to, co do niego należy: i celnicy, i żołnierze. Cały lud i każdy z osobna (por. Łk 3,10?16). To piękny obraz Kościoła, w którym Chrystus jest pierwszy i najważniejszy, a każdy z członków ofiarowuje innym to, co ma najlepszego: swoje talenty, charyzmaty, umiejętności i zdolności. Ofiarowuje to dla wspólnego dobra. Taki Kościół budujmy nad Wisłą: pokorny, radosny, głęboki i prosty. Ugruntowany na Dobrej Nowinie. Najserdeczniej Was do tego zapraszam. Radujmy się. Pan jest blisko! Z modlitwą i błogosławieństwem, Wasz biskup, Adrian https://archwwa.pl/aktualnosci/list-pasterski-nowego-arcybiskupa-metropolity-warszawskiego-abp-adriana-galbasa-2/ "Chodzi o pojednanie". W archidiecezji warszawskiej zainaugurowano Rok Jubileuszowy 29 grudnia 2024 "W Roku Jubileuszowym nie chodzi o pojechanie do Rzymu, a o pojednanie - przejście przez Bramę Miłosierdzia, którą jest Serce Chrystusa" - podkreślił metropolita warszawski abp Adrian Galbas SAC Uroczystość otwarcia Roku Jubileuszowego rozpoczęła się odczytaniem Ewangelii i fragmentów bulli papieskiej w sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. W procesji do archikatedry warszawskiej zostały przeniesione relikwie Krzyża Świętego, które metropolita warszawski ucałował w progach świątyni. Homilia abp. Adriana Galbasa SAC koncentrowała się wokół trzech głównych tematów: życia Świętej Rodziny jako przykładu dla współczesnych rodzin, znaczenia Roku Świętego 2025 jako czasu pojednania i przebaczenia oraz nadziei jako siły napędowej w życiu chrześcijanina. Metropolita warszawski podkreślił, że życie Świętej Rodziny nie było wolne od trudów i dramatów. Przypominając o różnych wydarzeniach z życia Maryi, Józefa i Jezusa, takich jak okoliczności poczęcia Jezusa, proroctwo Symeona, ucieczka do Egiptu, życie na emigracji. Homilia ukazała Świętą Rodzinę jako wzór do naśladowania, zwłaszcza w obliczu przeciwności losu. - Czy tak jest także w życiu naszych rodzin? Czy, stając wobec codziennych zdarzeń, pytamy pokornie: co Bóg na to? Czy nasze postępowanie jest zgodne z wolą Boga, czy postępujemy tak, jak nas do tego pobudza Ewangelia, czy stale, wytrwale i konsekwentnie budujemy naszą relację z Bogiem? - pytał, dziękując rodzinom, które są przykładem życia pobożnego, które poważnie traktują sprawy Boże, dbają o wiarę swoich dzieci, np. o ich katechezę. Kaznodzieja podkreślał, że głównym celem Roku Świętego nie jest pielgrzymka do Rzymu, ale przejście przez Bramę Miłosierdzia, którą jest Serce Chrystusa. Zachęcał wiernych do częstego nawiedzania kościołów jubileuszowych, modlitwy i zyskiwania odpustu zupełnego, który jest wyrazem Bożego przebaczenia. - Dlatego w naszej diecezji ustanawiam Kościoły Jubileuszowe, które zgodnie z wolą papieża będą "oazami duchowości, w których będzie można odświeżyć drogę wiary i napić się ze źródeł nadziei, przede wszystkim przystępując do sakramentu pojednania, niezastąpionego punktu wyjścia dla prawdziwej drogi nawrócenia" - mówił. Abp Adrian Galbas skoncentrował się na nadziei, która jest motywem przewodnim Roku Jubileuszowego. Kaznodzieja mówił o nadziei jako cnocie, która uczy nas oczekiwania, nawet wówczas, gdy wszystko zdaje się bezsensowne. Przypominając słowa papieża Franciszka, który wprowadził do Litanii Loretańskiej nowy tytuł: "Matka nadziei", metropolita podkreślił, że nadzieja to cnota, która pomaga nam przetrwać trudne chwile i nie poddawać się zwątpieniu. - Nadzieja to nie matka głupków, jak często obraźliwie się o niej mówi. Przeciwnie: jest matką mędrców i ludzi wytrwałych, siostrą wiary i miłości. Jak powiedział jeden z francuskich myślicieli, Charles Pegui: "Wiara to katedra, miłość to szpital, ale obie bez nadziei byłyby tylko cmentarzem". Lubię też i tę definicję nadziei, którą zaproponował papież Benedykt XVI, że "nadzieja to wiara, że jeszcze można przeżyć miłość" - przypomniał arcybiskup. - Może teraz macie taką chwilę, gdy z powodu zła świata, które w takiej czy innej postaci was dotyka, Bóg zdaje się być przesłonięty? Może teraz doświadczacie poczucia bezsensu, pokusy, by zrezygnować, uciec, by to wszystko rzucić w diabły?! Dosłownie w diabły! Swoje małżeństwo, swoje kapłaństwo, ważne dotąd relacje albo nawet i całe to życie, które zdaje się być nieszczęśliwe i niepocieszone. Nie pomaga nadmiar alkoholu i rozrywającej rozrywki. Może teraz doświadczacie pokusy, by zostać w stanie upadku? Nie podnosić się kolejny raz. (…) Nadzieja mówi nam: nie rób tego. Nie rzucaj wszystkiego w diabły! Twoje życie ma sens. Wytrwaj. Wytrzymaj, nie dezerteruj. Poszukaj pomocy, ale nie dezerteruj - dodał. Przypomniał też słowa Soboru Watykańskiego II, że "przyszły los ludzkości spoczywa w rękach tych, którzy zdolni są przekazać przyszłym pokoleniom motywacje do nadziei". - Przyszłość świata nie zależy przede wszystkim od polityków, strategów, generałów i potentatów finansowych. Zależy przede wszystkim od ludzi "nadziejodajnych". Takimi bądźmy! - zaapelował abp Adrian Galbas. Zapowiedział też główne obchody jubileuszowe, związane z pięćsetleciem obecności krzyża Baryczków w Warszawie 14 września, w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. - Wnieśliśmy do naszej katedry relikwie krzyża świętego, zaś w samej katedrze czcimy największą relikwię Warszawy, krzyż Baryczków. Jest on z nami od pięciu wieków. To tu, przed ten święty znak, przychodzą warszawiacy, zwłaszcza wtedy, gdy ich nadzieja słabnie, gdy ocierają się o beznadzieję i rozpacz. Ileż ludzi, właśnie dzięki modlitwie w tym miejscu zostało podniesionych na duchu. Krzyż ten, cudownie ocalony w najbardziej mrocznych dniach w historii naszego miasta, uratowany i oddany, wiernie nam służy. Chrystus poprzez ten święty znak, tak bardzo wzmacnia naszą nadzieję. Bardzo was wszystkich zapraszam, aby tu, w jubileuszowym kościele, jakim jest nasza katedra, nie żałować w tym roku czasu na modlitwę o nadzieję dla siebie, dla nas i dla całego świata - prosił metropolita warszawski. Na zakończenie homilii kaznodzieja wezwał wiernych, aby w Roku Nadziei modlili się o nadzieję dla siebie, dla innych i dla całego świata. Zachęca do ufności w Boże miłosierdzie i do wytrwania w nadziei, nawet w obliczu przeciwności losu. Na koniec Mszy św. abp Adrian Galbas wręczył dekrety kustoszom i proboszczom kościołów jubileuszowych, a wierni otrzymali pamiątkę otwarcia Roku Świętego z wizerunkiem cudownego krucyfiksu z kaplicy Baryczków. Kościoły jubileuszowe w archidiecezji warszawskiej Obok ośmiu kościołów i sanktuariów na terenie lewobrzeżnej Warszawy (bazylika archikatedralna św. Jana Chrzciciela, Świątynia Opatrzności Bożej, Bazylika Świętego Krzyża), kościołami jubileuszowymi będą też sanktuaria pozawarszawskie: bazylika w Niepokalanowie, sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Ożarowie Mazowieckim oraz Sanktuarium św. Stanisława Papczyńskiego - tzw. Wieczernik na Mariankach w Górze Kalwarii. Ponadto wierni będą mogli uzyskać odpust jubileuszowy również w siedmiu sanktuariach maryjnych znajdujących się na terenie archidiecezji warszawskiej. >>>lista kościołów jubileuszowych Abp Galbas zaapelował, aby kościoły jubileuszowe były oazami duchowości, gdzie "każdy może odświeżyć drogę wiary i napić się ze źródeł nadziei, przede wszystkim przystępując do sakramentu pojednania, niezastąpionego punktu wyjścia dla prawdziwej drogi nawrócenia". Poprosił też, aby kapłani, szczególnie ci posługujący w kościołach jubileuszowych, ofiarnie służyli wiernym w sakramencie pokuty i pojednania. Zgodnie z normami Penitencjarii Apostolskiej, w ramach Roku Jubileuszowego dar odpustu zupełnego dla siebie lub zmarłego mogą otrzymać wszyscy wierni, którzy spełnią określone warunki. Będą m.in. trwać w stanie łaski uświęcającej oraz są wolni od wszelkiego przywiązania do jakiegokolwiek grzechu, po przystąpieniu w czasie Roku Jubileuszowego do sakramentu pokuty i pojednania oraz przyjęciu Komunii Świętej. Ponadto, ofiarują swoją modlitwę zgodnie z intencjami Papieża, a także udadzą się na pielgrzymkę do dowolnego świętego miejsca jubileuszowego i wezmą udział w celebracji Mszy św. lub innym nabożeństwie liturgicznym. Powinni też nawiedzić kościół jubileuszowy lub inne wyznaczone miejsce na chwilę adoracji eucharystycznej lub pobożne rozmyślanie oraz zakończą modlitwą "Ojcze nasz", wyznaniem wiary i modlitwą do Najświętszej Maryi Panny. Dar odpustu można uzyskać dwukrotnie w ciągu dnia, zachowując powyższe warunki, jednak z intencją ofiarowania drugiego odpustu za zmarłego, co wiąże się z przystąpieniem drugi raz tego samego dnia do Komunii Świętej. Gość Warszawski, KAI, archwwa.pl https://archwwa.pl/aktualnosci/chodzi-o-pojednanie-w-archidiecezji-warszawskiej-zainaugurowano-rok-jubileuszowy/ Siostry i Bracia, (wybaczcie, że nie będę używał innych tytułów związanych z waszymi urzędami, stanowiskami, funkcjami i dystynkcjami. Teraz bądźmy dla siebie po prostu siostrami i braćmi!). Pragnę jak najserdeczniej was pozdrowić. Tych, którzy oglądają nas teraz za pośrednictwem telewizji (dziękuję za te transmisje!) i tych, którzy zechcieli przybyć osobiście do warszawskiej katedry i sąsiadującego z nią kościoła Ojców Jezuitów. Szczególnie serdecznie dziękuję tym, którzy, aby tu dzisiaj być, musieli przebyć długą podróż. Wiele to dla mnie znaczy! Dziękuję. Tegoroczny liturgiczny Adwent jest już za połową. Jutro "Niedziela Radości". Niedziela Gaudete. Rzecz jasna, cztery fioletowe tygodnie, które co roku przeżywamy pod koniec roku, nie są tylko po to, by przygotować nas na kolejne święta Bożego Narodzenia. Bardziej są po to, by uświadomić nam coś nieskończenie ważniejszego i bardziej dla nas podstawowego: że nasze życie tu na ziemi, więcej: całe istnienie wszechświata, to jest jeden wielki adwent, który kiedyś się skończy. Przygotowuje on nas jedynie na wieczne spotkanie z Bogiem! Pięknie przypominają o tym brewiarzowe hymny. odmawiane w tych dniach: "W tym świętym czasie oczekiwania Równajmy ścieżki naszego życia By Pan nas zastał przygotowanych Na swoje przyjście (…) A kiedy wróci na końcu czasów By sądzić ludzi za ich uczynki Niech Jego łaska i miłosierdzie Przeważą winę…". Siostry i Bracia, skoro będzie koniec i skoro nie wiadomo, kiedy to będzie, to jesteśmy wezwani, by ciągle czuwać. Kościół nie ma nic innego do roboty, jak czuwać i wyglądać przyjścia Pana. "Niech będą przepasane biodra i zapalone pochodnie, mówi Chrystus, a wy bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego Pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz otworzyć gdy nadejdzie i zakołacze" (Łk 12,35-36). Tak, życie na ziemi jest jak most. Można przez niego przejść, ale nie można na nim zamieszkać. Ale jednocześnie to przechodzenie przez most doczesnego życia powinno być jak najbardziej aktywne, uważne i ważne. Chrześcijaństwo jest wcielone, zaangażowane w ten dzisiejszy świat i mocno w nim obecne. Duchowość chrześcijańska, adwentowa duchowość, dotyka konkretnie, konkretnego życia ludzi; ich spraw osobistych i ich zaangażowań społecznych. Chrześcijaństwo uwięzione jedynie w domowych pieleszach lub w tzw. kościelnej kruchcie; nieaktywne, "odcielone" i bierne, byłoby chrześcijaństwem zdradzonym! Kościół nie może dać się całkowicie przeniknąć ziemskim sprawom, bo jego zadaniem jest czuwać, aż Pan powróci; ale też Kościół nie może całkowicie uciec od ziemskich spraw, bo jego czuwanie odbywa się na ziemi. Siostry i Bracia, właśnie w takim adwentowym czasie przychodzi mi podjąć posługę Biskupa Warszawy. Sprawa zaskakująca i niespodziewana. Tak dla mnie, jak i chyba dla nas wszystkich. Czuję się trochę jak biblijny Abram (wtedy tak się jeszcze nazywał), który w ustabilizowanym już momencie swego życia usłyszał słowa: "Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci wskażę" (Rdz 12,1). Oczywiście Abram był w sytuacji dużo trudniejszej niż moja. Po pierwsze, miał już siedemdziesiąt pięć lat (por. Rdz 12,4), a po drugie - i to było chyba trudniejsze - nie wiedział, dokąd ma iść (por. Hbr 11,8). Bóg, na początku jego drogi, nie podał mu dokładnego adresu, wymagał zaufania absolutnego. Zostaw to, co masz i idź za tym, czego nie masz. Jedyne, co dostajesz, to moje Słowo i zawarta w nim obietnica. I jak mówi Pismo: "Abram udał się w drogę, jak mu Pan rozkazał" (Rdz 12,4). Ja mam dużo łatwiej: lat trochę mniej, a adres jest podany. I choć na tę chwilę jest we mnie jeszcze dużo żalu i tęsknoty za Katowicami, za - do dzisiejszego poranka - moją archidiecezją - za miejscem, a przede wszystkim za ludźmi, i choć myślałem, że Śląsk będzie ostatnią przystanią, w której zacumuję biedną łódź mojego życia, nim ostatecznie wpłynie ona do wiecznego portu zbawienia, to skoro Kościół chce inaczej, przyjmuję jego "chcę". Ono jest moim. Chcę odtąd z radością oddać Kościołowi w Warszawie wszystkie moje siły i całe serce, a Ojcu świętemu Franciszkowi, na ręce tu obecnego Arcybiskupa Nuncjusza, składam serdeczne podziękowanie za to wezwanie i za to zadanie. Warszawa i stołeczna archidiecezja nie jest mi nieznana. Tu, w niedalekim Ołtarzewie, mieszkałem przez bite dziesięć lat, tu na warszawskim UKSW broniłem doktorat, tu w Niepokalanowie miałem miejsce duchowego wytchnienia, a na piaszczystych ścieżkach Kampinosu wytchnienia bardziej fizycznego. Tu, w kaplicy Baryczków, nieraz modliłem się przed cudownym krucyfiksem, który od pięciu już wieków jest niezwykłą świętością dla mieszkańców Warszawy. Tu mieszka wielu moich przyjaciół i znajomych, tak świeckich, jak i duchownych. Wiem, gdzie jest Ursynów, a gdzie Mokotów, gdzie Koło, a gdzie Bielany, gdzie Babice, Lewiczyn, a gdzie Grójec. Wiem, który to most Siekierkowski, a który Łazienkowski. Wiem, że Warszawa i diecezja nie tylko da się lubić, jak śpiewamy w popularnym hicie, ale z łatwością można je pokochać: Warszawę i "pod-Warszawę". Z jednej strony, jest dla mnie dziś obciążeniem świadomość tego, kto przede mną zasiadał na tej katedrze. To wielcy ludzie Kościoła i Polski. Wśród nich kardynał August Hlond, abp Zygmunt Szczęsny Feliński, czy niezłomny Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński. Ludzie kanonizowani i beatyfikowani. Święci. Gdzież by mi przyszło kiedyś pomyśleć, że będę ich następcą. Z drugiej strony jestem przekonany, że oni są nie tylko mi bliscy, ale że teraz są blisko mnie. Krótko po otrzymaniu papieskiej nominacji wpadł mi w ręce fragment "Zapisków więziennych" kard. Stefana Wyszyńskiego. Bardzo mnie on dotknął. To modlitwa Wielkiego Prymasa. "Daj pomoc, Ojcze, by w życiu moim już nic nie było tylko dla mnie, tylko dla mojego upodobania, tylko dla mojego zadowolenia, dla dogadzania sobie, dla zaspokojenia własnych pragnień (…). Spraw, abym oszczędzał czasu dla siebie, abym go miał zawsze dla Ciebie i dla Twoich spraw (…). Nie wiem, czy zdołam to uczynić, ale wiem, jak bardzo tego pragnę". Z wdzięcznością wspominam także posługę kardynała Józefa Glempa oraz - odchodzącego właśnie na emeryturę - kardynała Kazimierza. Księdzu Kardynałowi dziękuję, razem z archidiecezją i metropolią, za minione prawie osiemnaście lat, szczególnie zaś za wytrwałość, choć często była to wytrwałość w samotności. Dziękuję za skłonność do budowania mostów, a nie do wznoszenia obronnych murów i kopania fos. Chciałbym iść tą drogą. Dziękuję także za pełen kultury, życzliwości i spokoju sposób przekazywania rządów w diecezji. Do Warszawy przychodzę jako duszpasterz. Nie jestem politykiem, biznesmenem, czy graczem. Nie jestem też czarodziejem, cudotwórcą i geniuszem. Jeśli takie pokładacie we mnie nadzieje, rozczarujecie się. Chcę być przede wszystkim duszpasterzem i chcę - jak napisał to Ojciec święty Franciszek w skierowanej do mnie bulli - najpierw umacniać w wierze wierzących, dzielić się z nimi Słowem, przekazywać im Boski Chleb i iść razem przez adwent naszego życia. Czasem podtrzymać, czasem podnieść, czasem pokazać kierunek, czasem tylko po prostu iść. Nie za szybko, bo znużą się słabi, i nie za wolno, bo znudzą się silni. Chciałbym iść razem, synodalnie, w najgłębszym rozumieniu tego słowa, mając nadzieję, że i wy, bracia i siostry, duchowni i świeccy, czasem mnie podniesiecie, czasem podtrzymacie, czasem pokażecie kierunek, czasem upomnicie, ale nigdy nie przekreślicie. Że będziecie. Proszę o to biskupów współpracowników: Piotra, Rafała i Michała, wszystkich duchownych i świeckich. Każdą i każdego z was. Liturgia Słowa stawia dziś przed nami Eliasza, starotestamentalnego proroka, który odegrał wielką rolę w historii Izraela. Jego imię "Eliasz", to jednocześnie program działalności - oznacza tyle, co "Jahwe jest moim Bogiem". Taki właśnie był Eliasz; człowiekiem, dla którego liczyło się przede wszystkim prawo Boże. Pod tym względem był absolutnie jednoznaczny, nie kompromisowy i niechwiejny. Jak słyszeliśmy przed chwilą (por. Syr 48,1) był jak ogień; żarliwy, gorący, rozpalony. W jego czasach w Izraelu dochodziło do otwartego synkretyzmu. Obok Boga Jahwe lud czcił niejakiego Baala: bożka, pozornie dodającego ludziom otuchy, od którego - jak wierzono - pochodził dar deszczu, i któremu w związku z tym przypisywano moc obdarzania pól urodzajnością, a ludzi i bydło - płodnością. Lud utrzymywał wprawdzie, że idzie za Panem, Bogiem niewidzialnym i tajemniczym, ale były to tylko słowa. Pusta, martwa teoria. W rzeczywistości ludzie, biorąc przykład ze słabych kapłanów i pseudoproroków, szukali bezpieczeństwa w bożku, który był dla nich jasny, zrozumiały i przewidywalny, od którego, jak sądzili, w zamian za składane ofiary, mogliby zyskać doczesny dobrobyt. Izrael ulegał czarowi bałwochwalstwa, tej starej jak świat i stałej pokusie człowieka wierzącego, łudzącego się, że może "dwom panom służyć" (por. Mt 6,24, Łk 16,13). Eliasz zaś mówił prawdę. Ostro występował w obronie Jedynego Boga, zwalczał kult Baala, choć w tym celu musiał przeciwstawić się królowi, a zwłaszcza jego małżonce, która sprowadziła do Izraela kult tego bożka i była jego gorliwą wyznawczynią. Izebel nienawidziła proroka, a jednocześnie się go bała. Wiedziała, że cały - choćby nie wiadomo jak silny - aparat władzy państwowej opartej na kłamstwie nie pokona jednego człowieka, który mówi prawdę. Może go zabić, ale nie może go zwyciężyć! Eliasz nieustannie musiał konfrontować się z duchową bylejakością ludu, a także z władzą i jej mechanizmami. Mógł odpuścić, ważniejsza jednak była dla niego wierność Bogu i przyjętym zasadom, choć było to tym trudniejsze, że był nie tylko w mniejszości, ale był sam! Większość, jak to zwykle większość, uległa, bojąc się pewnie o swoją skórę i pragnąc "świętego spokoju", choć ten tak zwany "święty" spokój, zawsze jest w istocie spokojem diabelskim. Po swym burzliwym i ognistym życiu, Eliasz został wzięty do nieba na - a jakże - ognistym rydwanie (por. 2 Krl 2,11). Rabini żydowscy uczyli, że Eliasz przyjdzie powtórnie na ziemię, a jego przyjście będzie bezpośrednim znakiem nadchodzącego Mesjasza. Gdy więc Chrystus ogłosił się Mesjaszem jego przeciwnicy, jako koronny argument przeciwko temu wysuwali twierdzenie, że przecież nie wrócił jeszcze Eliasz. O to właśnie pytają uczniowie Chrystusa w usłyszanej przed chwilą Ewangelii (por. Mt 17,10-13). Schodzą z góry Przemienienia, gdzie byli świadkami prawdziwej teofanii i słyszeli słowa: "To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie" (Mt 17,5). Ale co z Eliaszem, pytają, dlaczego nie przyszedł? Skoro Ty Jezu jesteś Mesjaszem, to gdzie jest Eliasz? Owszem, odpowiada Pan, Eliasz przyszedł, tylko, że ludzie go nie poznali. Bracia i Siostry, Kościół potrzebuje dziś ducha Eliasza, tego samego, który był widoczny w życiu patrona naszej katedry, św. Jana Chrzciciela. Więcej: Kościół ma być jak Eliasz, jak ogień; nie taki ogień, który niszczy i zabija, ale który przynosi światło i ciepło, rozświetla i rozgrzewa. Kościół, który sam jest wewnętrznie rozpalony miłością Chrystusa i który zapala tą miłością współczesny świat. Choć pierwszym moim zadaniem jest - jak powiedziałem - umacnianie w wierze wierzących, chciałbym, by przyjęci przez Biskupa Warszawy poczuli się także ci, którzy są niewierzący, niedowierzający, czy wierzący inaczej. Także ci, którzy uciekają z Kościoła, niczym dwaj uczniowie idący do Emaus (por. Łk 24,13-35). Ludzie zawiedzeni Kościołem, rozczarowani nim, ludzie, którzy z Kościołem i w Kościele nie wiążą już żadnych nadziei, skrzywdzeni i wykluczeni. Ludzie, którzy się spodziewali i nie otrzymali. Ludzie, którzy odchodzą z Kościoła w poszukiwaniu Boga, bo jak mówią "w Kościele Boga już nie ma". Nie jestem naiwny: wiem, że wielu takich ludzi mieszka w Warszawie i wokół niej. "Człowiek jest drogą Kościoła", napisał św. Jan Paweł II w encyklice "Redemptor hominis". Nie napisał, że ludzie są drogą Kościoła, ani tym bardziej, że drogą Kościoła jest ludzkość, nie napisał też, że drogą Kościoła jest jedynie człowiek wierzący i świątobliwy. Nie! "Człowiek jest drogą Kościoła". Po prostu! Każdy człowiek. I każdego człowieka Kościół ma odnaleźć, do każdego chcieć dotrzeć, z każdym się spotkać. Inaczej byłby jak dym, który pozostał po ogniu, nie zaś jak ogień. Chciałbym, aby taki był Kościół w Warszawie i wokół niej. Aby dla każdego miał jakąś propozycję: inną dla głęboko wierzących, inną dla wierzących mniej głęboko, inną dla poszukujących, inną dla niewierzących. By nie bał się być Kościołem "różnych prędkości". Dla jednych będzie przede wszystkim matką, dla innych przyjacielem, dla innych wychowawcą i nauczycielem, dla innych ciekawym towarzyszem drogi, a dla jeszcze innych tylko sąsiadem. Dla nikogo jednak niech nie będzie wrogiem. I oby nikt nie traktował Kościoła jak wroga, jak raka, złośliwą narośl na tkance organizmu współczesnego polskiego społeczeństwa, narośl którą trzeba zniszczyć, lub jak nic, które można zlekceważyć. Kościół nie jest też draniem, cwaniakiem, złodziejem, czy kłamcą. Drodzy Bracia Księża, chcę powiedzieć dwa słowa do was. Czy jest szansa na zbudowanie między nami więzi? Jeśli jest nadzieja, to jest i szansa. Wiem, że pierwsze kroki muszę zrobić ja. Pierwsze impulsy muszą wyjść ode mnie. Nie wystarczy więź zbudowana na strachu i urzędzie, choć chcę, byście posłuszeństwo Kościołowi i Biskupowi traktowali poważnie. By nie było to jednak chłodne posłuszeństwo oparte na lęku, ale na relacji ojcowsko-synowskiej. Chciałbym być dla was ojcem. Nie ojcem niemowląt, których trzeba zastępować w codziennych czynnościach i nie ojcem małych dzieci, którym trzeba tłumaczyć sprawy oczywiste, ale ojcem dorosłych mężczyzn. Kimś, kto daje wsparcie, lecz nie wyręcza w myśleniu i działaniu. Kimś, z kim można porozmawiać i pobyć. Od dzisiaj w czasie każdej mszy św. będziecie mówić: "z naszym biskupem Adrianem". Chciałbym, aby to "z naszym", nie było jedynie liturgiczną frazą. Bym był waszym, twoim, biskupem. Byście po kilku latach nie pytali mnie: Księże Biskupie, jak księdzu jest u nas? Ale: jak księdzu jest z nami? A najlepiej: jak nam jest z nami? Jeśli chcemy, by Kościół był jak ogień, bądźmy nim my sami. Płońmy, Bracia! Żyjmy prawo, porządnie, prostolinijnie i pobożnie. Płońmy, Bracia! To się jednak nie stanie bez codziennego wchodzenia w ogień, w miłość Chrystusa, która płonie w Jego Sercu, gorejącym ognisku miłości, jak przypomniał nam papież Franciszek w swojej najnowszej encyklice. Rozpalajmy się codziennie przy ołtarzu, podczas mszy świętej, przy adoracji Najświętszego Sakramentu i przy Jego Słowie. Św. Jan od Krzyża, którego wspominamy dziś w liturgii powiedział, że dzięki medytacji Słowa Bożego zdobywamy "jakieś poznanie i trochę Boga", a na innym miejscu, że pod koniec adwentu naszego życia będziemy sądzeni z miłości. Radził więc: "gdzie nie ma miłości, tam połóż miłość, a znajdziesz miłość". Wiem też, że wielu z was nie ma dziś siły być jak ogień, że czujecie się wypaleni, że potrzebujecie rozpalenia na nowo charyzmatu, który został wam dany przez włożenie rąk (por. 2 Tm 1,6). Nie straćcie wiary, że to jest możliwe. Dla was szczególnie są usłyszane przed chwilą słowa św. Jana Apostoła: "Popatrzcie jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy" (1 J 3,1). Nie ma takiej ciemności, która by nie przeminęła. Wiem to nie dlatego, że przeczytałem o tym w podręcznikach do ascetyki chrześcijańskiej. Wiem, bo sam tego doświadczyłem. Wiem, co to noce ciemne, poczucie nieobecności Boga, wiem co to suchość modlitwy, "braksmak" po przyjęciu komunii świętej. Wiem co to znaczy gdy czekasz na telefon od kogoś, z kim chciałbyś pogadać, a telefon milczy. Wiem, co to jest budzić się o wpół do czwartej w nocy. Czasami noc w noc. Wiem, co to oczekiwanie na owoce, gdy owoców brak. Wiem, co to poczucie bezsensu i bezcelowości życia. Wiem, co to samotność pośród tłumu. Wspierajmy się więc także w naszych ciemnościach. "Każdy, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, tak jak On jest święty" (1 J 3,3). Liczę także, że płonącymi ogniskami będą w naszej archidiecezji wspólnoty zakonne i osoby konsekrowane. Bądźmy jak Założycielki i Założyciele naszych wspólnot. Jak Dominik i Franciszek, jak Wincenty Pallotti i Matka Teresa z Kalkuty, jak Ignacy Loyola i Franciszka Siedliska. I jak tylu, tylu innych. A jeśli nie umiemy być jak oni, to przynajmniej tego pragnijmy. Mamy te same środki do dyspozycji i te same możliwości. Czytamy tę samą Ewangelię. Im się udało, czemu miałoby nie udać się nam?! Siostry i Bracia, na początku mojej drogi serdecznie was wszystkich zapraszam do wspólnej drogi. Wszystkich. Mieszkańców Warszawy i "pod-Warszawy". Także mieszkańców i pracowników domów w Alejach Ujazdowskich, na Krakowskim Przedmieściu, przy Wiejskiej, czy placu Bankowym. Albo jest wspólna droga, albo wspólne stanie w miejscu, albo każdy idzie w swoją stronę, czasem nawet przeciwną. Wspólna droga jest lepsza. Lepiej być pielgrzymem nadziei, idącym pośród innych pielgrzymów nadziei, niż iść samotnie. A najgorzej jest być włóczęgą rozpaczy. Niech w tej pielgrzymce pomagają nam wielcy święci Warszawy i archidiecezji. Ci kanonizowani i beatyfikowani. Tylu ich jest. Tylu było związanych także z tą wspaniałą świątynią. I niech nam pomagają także "święci z sąsiedztwa", jak nazywa ich papież Franciszek. Niekanonizowani, a święci, których było i jest bez liku. Mieszkali i mieszkają w Warszawie i wokół niej, cierpliwie i twórczo czekając na koniec swego życiowego adwentu i adwentu świata. Najbardziej zaś zwróćmy się w stronę Maryi, Patronki Warszawy, Pani Łaskawej. Jej powierzajmy siebie i naszą przyszłość oraz przyszłość świata, szczególnie zaś tych jego części, gdzie toczy się teraz wojna. Módlmy się słowami starodawnej modlitwy Alma Redemptoris Mater, która w Adwencie brzmi szczególnie wymownie: "Matko Odkupiciela, z niewiast najsławniejsza, Gwiazdo Morska, do nieba ścieżko najprościejsza, Tyś jest przechodnią bramą do raju wiecznego, Tyś jedyną nadzieją człowieka grzesznego. Racz podźwignąć, prosimy, lud upadający, w grzechach swych uwikłany, powstać z nich pragnący, Tyś cudownie zrodziła światu Zbawiciela, Tyś sama wykarmiła Twego Stworzyciela. Panno, przedtem i potem ze świata podziwieniem, uczczona Gabryjela wdzięcznym pozdrowieniem; Racz się wstawić, o Panno, za nami grzesznymi, ratuj nas, opiekuj się sługami Twoimi. Amen". + Adrian J. Galbas SAC Nazwa obchodzonego 2 lutego święta wywodzi się od dwóch terminów greckich: Hypapante oraz Heorte tou Katharismou, co oznacza święto spotkania i oczyszczenia. Oba te święta były głęboko zakorzenione w tradycji Starego Testamentu. Na pamiątkę ocalenia pierworodnych synów Izraela podczas niewoli egipskiej każdy pierworodny syn u Żydów był uważany za własność Boga. Dlatego czterdziestego dnia po jego urodzeniu należało zanieść syna do świątyni w Jerozolimie, złożyć go w ręce kapłana, a następnie wykupić za symboliczną opłatą 5 syklów. Równało się to zarobkowi 20 dni (1 sykl albo szekel to 4 denary lub drachmy, czyli zapłata za 4 dni pracy robotnika niewykwalifikowanego). Równocześnie z obrzędem ofiarowania i wykupu pierworodnego syna łączyła się ceremonia oczyszczenia matki dziecka. Z tej okazji matka była zobowiązana złożyć ofiarę z baranka, a jeśli jej na to nie pozwalało zbyt wielkie ubóstwo - przynajmniej ofiarę z dwóch synogarlic lub gołębi. Fakt, że Maryja i Józef złożyli synogarlicę, świadczy, że byli bardzo ubodzy. Święto Ofiarowania Pańskiego przypada czterdziestego dnia po Bożym Narodzeniu. Jest to pamiątka ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej i dokonania przez Matkę Bożą obrzędu oczyszczenia. Kościół wszystkim ważniejszym wydarzeniom z życia Chrystusa daje w liturgii szczególnie uroczysty charakter. Święto Ofiarowania Pana Jezusa należy do najdawniejszych, gdyż było obchodzone w Jerozolimie już w IV w., a więc zaraz po ustaniu prześladowań. Dwa wieki później pojawiło się również w Kościele zachodnim. Tradycyjnie dzisiejszy dzień nazywa się dniem Matki Bożej Gromnicznej. W ten sposób uwypukla się fakt przyniesienia przez Maryję małego Jezusa do świątyni. Obchodom towarzyszyła procesja ze świecami. W czasie Ofiarowania starzec Symeon wziął na ręce swoje Pana Jezusa i wypowiedział prorocze słowa: "Światłość na oświecenie pogan i na chwałę Izraela" (Łk 2, 32). Według podania procesja z zapalonymi świecami była znana w Rzymie już w czasach papieża św. Gelazego w 492 r. Od X w. upowszechnił się obrzęd poświęcania świec, których płomień symbolizuje Jezusa - Światłość świata, Chrystusa, który uciszał burze, był, jest i na zawsze pozostanie Panem wszystkich praw natury. Momentem najuroczystszym apoteozy Chrystusa jako światła, który oświeca narody, jest podniosły obrzęd Wigilii Paschalnej - poświęcenie paschału i przepiękny hymn Exultet. W Kościele Wschodnim dzisiejsze święto (należące do 12 najważniejszych świąt) nazywane jest Spotkaniem Pańskim (Hypapante), co uwypukla jego wybitnie chrystologiczny charakter. Prawosławie zachowało również, przejęty z religii mojżeszowej, zwyczaj oczyszczenia matki po urodzeniu dziecka - po upływie 40 dni od porodu (czyli po okresie połogu) matka po raz pierwszy przychodzi do cerkwi, by w pełni uczestniczyć w Eucharystii. Ślad tej tradycji był kultywowany w Kościele przedsoborowym - matka przychodziła "do wywodu" i otrzymywała specjalne błogosławieństwo; było to praktykowane zazwyczaj w dniu chrztu dziecka i - tak jak wówczas także chrzest - poza Mszą św. Zwyczaj ten opisał Reymont w "Chłopach". W Polsce święto Ofiarowania Pana Jezusa ma nadal charakter wybitnie maryjny (do czasów posoborowej reformy Mszału w 1969 r. święto to nosiło nazwę "Oczyszczenia Maryi Panny" - "In purificatione Beatae Mariae Virginis"). Polacy widzą w Maryi Tę, która sprowadziła na ziemię niebiańskie Światło i która nas tym Światłem broni i osłania od wszelkiego zła. Dlatego często brano do ręki gromnice, zwłaszcza w niebezpieczeństwach wielkich klęsk i grożącej śmierci. Niegdyś wielkim wrogiem domów w Polsce były burze, a zwłaszcza pioruny, które zapalały i niszczyły domostwa, przeważnie wówczas drewniane. Właśnie od nich miała strzec domy świeca poświęcona w święto Ofiarowania Chrystusa. Zwykle była ona pięknie przystrajana i malowana. W czasie burzy zapalano ją i stawiano w oknach, by prosić Maryję o ochronę. Gromnicę wręczano również konającym, aby ochronić ich przed napaścią złych duchów. Ze świętem Matki Bożej Gromnicznej kończy się w Polsce okres śpiewania kolęd, trzymania żłóbków i choinek - kończy się tradycyjny (a nie liturgiczny - ten skończył się świętem Chrztu Pańskiego) okres Bożego Narodzenia. Dzisiejsze święto zamyka więc cykl uroczystości związanych z objawieniem się światu Słowa Wcielonego. Liturgia po raz ostatni w tym roku ukazuje nam Chrystusa-Dziecię. Od 1997 r. 2 lutego Kościół powszechny obchodzi ustanowiony przez św. Jana Pawła II Dzień Życia Konsekrowanego, poświęcony modlitwie za osoby, które oddały swoje życie na służbę Bogu i ludziom w niezliczonych zakonach, zgromadzeniach zakonnych, stowarzyszeniach życia apostolskiego i instytutach świeckich. Pamiętajmy o nich w podczas naszej dzisiejszej modlitwy na Eucharystii. www.brewiarz.pl Uroczystość Bożego Narodzenia wywodzi swój początek z Jerozolimy. Ustalił się tam zwyczaj, że patriarcha udawał się z Jerozolimy w procesji do Betlejem, odległego o ok. 8 km. W Grocie Narodzenia odprawiał w nocy Mszę świętą. W Rzymie święto Bożego Narodzenia dnia 25 grudnia obchodzono od wieku IV. Kronikarz rzymski, Filokales, w swoim kalendarzu pod rokiem 354 zaznacza: Natus Christus in Betleem Judea (Narodził się Chrystus w Betlejem Judzkim). Z tego także czasu mamy fragment homilii papieża św. Liberiusza (+ 366) na Boże Narodzenie. Najdawniejsza wzmianka o tym święcie w Kościele syryjskim pochodzi od św. Jana Chryzostoma. W swoim kazaniu z dnia 25 grudnia 380 roku tenże święty jako młody wówczas kapłan oznajmia wiernym z radością, że po raz pierwszy będzie w antiocheńskiej katedrze obchodzone to święto. Z tej właśnie uroczystości zachowało się jego kazanie. W tymże wieku IV uroczystość Bożego Narodzenia spotykamy w Jerozolimie, w Antiochii, w Konstantynopolu, w Rzymie i w Hiszpanii. Po Mszy świętej, odprawionej w Betlejem o północy, powracano do Jerozolimy i odprawiano drugą Mszę świętą w godzinach porannych w kościele Zmartwychwstania Pańskiego. Wreszcie, aby dać pełny upust radości, odprawiano w godzinach południowych trzecią Mszę świętą w kościele katedralnym. W Rzymie zwyczaj ten znany był już za czasów papieża św. Grzegorza I Wielkiego (+ 604). Odprawiano tam nocą pasterkę przy żłóbku Chrystusa w bazylice Matki Bożej Większej; drugą Mszę świętą w godzinach porannych w kościele Zmartwychwstania, gdzie miał rezydencję swoją przedstawiciel cesarza wschodniego; trzecią zaś koło południa w bazylice św. Piotra. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa nabożeństwa nocne należały do stałej praktyki Kościoła. Pamiątką jest dzisiejsza Pasterka. Już pierwsze słowa inwitatorium wprowadzają nas w nastrój tajemnicy: "Chrystus narodził się nam. Oddajmy Mu pokłon". Nie mniej radosnym akordem brzmią czytania i responsoria. Kościół wyraża tak wielką radość z narodzenia Pana Jezusa, że przez osiem dni (oktawa) obchodzi tę uroczystość. To jedna z dwóch istniejących w obecnym kalendarzu liturgicznym oktaw - drugą jest Oktawa Wielkanocy. Chrystus narodził się w Betlejem Judzkim. Jest bowiem jeszcze Betlejem, leżące w Galilei, w pobliżu Nazaretu (12 km na północ), dzisiaj Beit Lahm, wymieniane już w księgach: Jozuego (Joz 19, 15) i Sędziów (Sdz 12, 8. 10). Betlejem Judzkie natomiast leży ok. 8 km na południe od Jerozolimy. Wymieniane jest również kilkanaście razy w Starym Testamencie oraz w dokumentach pozabiblijnych. W Betlejem urodził się i został namaszczony na króla Izraela Dawid. Dlatego św. Łukasz nazywa Betlejem "miastem Dawidowym" (Łk 2, 4-5). Miasto liczy obecnie kilkanaście tysięcy ludzi, przeważnie Arabów. Za czasów Pana Jezusa osada liczyła ok. 1000 mieszkańców. Betlejem leży na wysokości 770 m na dwóch wzgórzach, otoczonych malowniczymi dolinami. Według świadectwa bardzo wczesnego, bo z wieku II (św. Justyn) Pan Jezus narodził się w grocie skalnej. Dzisiaj jeszcze można je spotkać na zboczu gór, ogrodzone na zewnątrz murem z małą bramą i oknem, gdzie wewnątrz żyje cała uboga rodzina wraz z inwentarzem. Św. Hieronim (+ ok. 420) zamieszkał na stałe w Betlejem w pobliżu groty narodzenia, gdzie założył klasztor. Pisze on, że cesarz Hadrian w wieku II na miejscu narodzenia Pańskiego wprowadził kult bożka Adonisa. To trwało ok. 180 lat. Dopiero cesarzowa św. Helena w 326 roku nad grotą Narodzenia Pana Jezusa wystawiła bazylikę. Biskup Euzebiusz z Cezarei (+ 340) pisze o tym jako pierwszy. W roku 333 opisał tę bazylikę pielgrzym z francuskiego miasta Bordeaux. Kiedy zaś świątynia uległa spaleniu, cesarz Justynian I jeszcze piękniej ją odbudował (w. VI). Pewne zmiany wprowadzili do bazyliki krzyżowcy i taką pozostała po nasze czasy. Grota narodzenia znajduje się pod prezbiterium. We wnętrzu groty są dwa ołtarze: jeden jest na miejscu narodzenia. Pod nim można oglądać gwiazdę z napisem łacińskim: Hic de Maria Virgine Christus natus est (Tu z Maryi Panny narodził się Chrystus). Drugi ołtarz stoi na miejscu żłóbka, który przeniesiony został według podania do Rzymu do bazyliki Matki Bożej Większej. Przy ołtarzu żłóbka katolicy odprawiają w dzień i w noc Msze święte o Bożym Narodzeniu. Jak świadczą o tym gwiazda i napis, miejsce to należało kiedyś do katolików. Jednak w roku 1634 sułtan Murat IV przyznał wszystkie miejsca święte w Palestynie prawosławnym Grekom. Wprawdzie dzięki interwencji państw katolicy odzyskali ponownie prawa do tychże miejsc, ale w wieku XIX, kiedy Rosja carska pokonała Turków, miejsca święte, także grotę narodzenia Chrystusa, oddała ponownie prawosławnym Grekom. Tajemnica Bożego Narodzenia kryje prawdę o tym, że Syn Boży stał się człowiekiem, aby w ciele ludzkim dokonać zbawienia rodzaju ludzkiego za grzech Adama i za grzechy jego potomków: "A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas". Nie przestając być Bogiem, Syn Boży stał się człowiekiem. Jako Bóg jest wieczny, nieskończony, wszechobecny i wszechmocny. Jako człowiek jest ograniczony czasem, przestrzenią i mocą. Jako Bóg jest Panem śmierci. Jako człowiek jest jej poddany. Przez unię osobową (hipostatyczną) Syn Boży połączył w sobie dwie natury: Boską i ludzką, tak że zachowały one swoją odrębność w swojej Osobie Bożej. W swojej naturze Bożej Syn Boży, Słowo odwieczne, nie miał nigdy początku, jest wieczny. W naturze swojej ludzkiej, którą przyjął z dziewiczego ciała Maryi, rozpoczął istnienie w pierwszym roku naszej ery i otrzymał imię Jezus. Na soborze w Chalcedonie w 451 roku, występując przeciwko Eutychesowi, jeszcze dokładniej określono, na czym polega tajemnica wcielenia i narodzenia Syna Bożego: "Wyznajemy wszyscy jednozgodnie, że jeden i ten sam jest Jezus Chrystus, pełen i doskonały również w człowieczeństwie. Prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek - z ciałem i duszą rozumną. Współistotny z Ojcem według Bóstwa i współistotny z nami, ludźmi, według człowieczeństwa... Przed wiekami zrodzony z Ojca według natury Bożej, w ostatnich zaś czasach zrodzony jako człowiek dla naszego zbawienia przez Maryję Dziewicę, Bożą Rodzicielkę...". Ze świętami Narodzenia Pańskiego wiąże się bardzo wiele zwyczajów: Żłóbek. Podanie głosi, że żłóbek Pana Jezusa został już w wieku V przeniesiony z Betlejem do Rzymu i umieszczony w bazylice Matki Bożej Większej. Na tę pamiątkę co roku pasterkę odprawiano w Rzymie w tymże kościele przy żłóbku Chrystusa. Najpierw we Włoszech w uroczystość Bożego Narodzenia zaczęto wystawiać żłóbki na tle grot, dołączając do figur Świętej Rodziny aniołów i pasterzy. Jednak do rozpowszechnienia zwyczaju budowania żłóbków i szopek najbardziej przyczynił się św. Franciszek i jego synowie duchowi. Najsłynniejsze są szopki toskańskie, sycylijskie i neapolitańskie. W Polsce głośne są szopki krakowskie, prawdziwe arcydzieła sztuki ludowej. Co roku urządza się ich wystawę na Rynku Głównym w Krakowie przy pomniku Adama Mickiewicza. Jasełka. Od żłóbków łatwo było przejść w średniowieczu do przedstawień teatralnych: początkowo odprawianych po kościołach w formie bardzo prostej jako ilustracja tekstów ewangelicznych, aż po bogato rozbudowane sceny teatralne. Misteria te cieszyły się zawsze wielkim powodzeniem. W wieku XVIII rozpowszechnił się na dworach zwyczaj urządzania jasełek kukiełkowych. Kolędy. Ten obyczaj wywodzi się od rzymskich kolęd styczniowych, związanych ze świętem odradzającego się słońca. W swej pierwotnej szacie było to życzenie pomyślności w domu i w gospodarstwie. Nie ma narodu katolickiego, który by nie miał własnych kolęd. Gdyby je zebrać wszystkie w całości, powstałoby kilka pokaźnych tomów o bardzo bogatej treści i melodii. Polska należy do krajów, posiadających w swoim dorobku kulturalnym i folklorystycznym ponad 500 kolęd, co stanowi swoisty rekord. Choinka. Zwyczaj to dawny, pochodzący jeszcze z czasów pogańskich, a rozpowszechniony zwłaszcza wśród ludów germańskich. W dniach przesilenia: zimy i nocy, kiedy to dnie stawały się coraz dłuższe, zawieszano u sufitu mieszkań gałązki: jemioły, jodły, świerku czy sosny jako symbol zwycięstwa życia nad śmiercią, dnia nad nocą, światła nad ciemnością. Kościół chętnie ten zwyczaj przejął jako zapowiedź i znak, jako typ i figurę Jezusa Chrystusa. On był dla rodzaju ludzkiego prawdziwym rajskim drzewem żywota. Na drzewie krzyża dokonał On naszego zbawienia. Na drzewku zawieszamy światła, gdyż Chrystus tak często siebie nazywał światłem. Zawieszamy na drzewku łakocie i ozdoby, aby w ten sposób przypomnieć dobrodziejstwa odkupienia. Zwyczaj ten rozpowszechnił się dzisiaj niemal na całym świecie. W święta Bożego Narodzenia wystawia się choinki w kościołach i w domach, na placach i w oknach wystawowych. Narodziny Chrystusa Życzenia i podarki. W wielu krajach jest to tak powszechny zwyczaj, że na jednego mieszkańca przypada przeciętnie kilkanaście kart świątecznych z życzeniami. Posyła się je nawet najbliższym sąsiadom. Łącznie w całym świecie liczba kart świątecznych dochodzi do miliardów. Nie mniej powszechny jest zwyczaj obdarowywania się w święta Bożego Narodzenia prezentami. Zwyczaj to bardzo dawny, sięgający czasów starożytnych, który łączono z nowym rokiem. Jest to piękny symbol zbratania i miłości. Największy powód do radości mają w święta Bożego Narodzenia dzieci. Chrystus bowiem zjawił się w postaci dziecka. Dlatego przede wszystkim dzieci czekają na podarki i prezenty gwiazdkowe. Zwyczajem świąt Bożego Narodzenia jest również składanie sobie wzajemnie wizyt. Dawniej, gdy święta trwały kilka dni, w pierwszym dniu dobry obyczaj nakazywał spędzać je w zaciszu domowym wśród najbliższych. Dopiero w drugi dzień Świąt szło się w odwiedziny do krewnych i przyjaciół. Wigilia. Przyjęła się w Polsce w wieku XVIII, stała się powszechną tradycją w wieku XX. Stół zaścielał biały obrus, przypominający ołtarz i pieluszki Pana, pod nim układano siano - dla przypomnienia sianka, na którym spoczywało Boże Dziecię. Jeśli ktoś z rodziny w tym roku przeniósł się do wieczności, zostawiano i dla niego pełne nakrycie. Wierzono bowiem, że w tajemnicy świętych obcowania dusze naszych bliskich w tak uroczystej chwili przeżywają radość Bożego Narodzenia wraz z nami. Dawano również osobną zastawę dla gościa, który w wieczór wigilijny mógł się przypadkowo zjawić. Tego bowiem wieczoru nie mógł nikt być samotny czy głodny. Zwyczajem było również, że cały dzień obowiązywał post ścisły. W czasie wigilii dawano tylko potrawy postne, w liczbie nieparzystej, ale tak różnorodne, by były wszystkie potrawy, jakie się zwykło dawać w ciągu roku. Pan domu lub najstarszy rozpoczynał wieczerzę modlitwą. Potem czytano opis narodzenia Pańskiego z Ewangelii św. Łukasza (rozdz. 2). Następnie po krótkim przemówieniu każdy z domowników brał opłatek do ręki i wspólnie składano sobie życzenia. Z tej okazji także przepraszano się wzajemnie i darowywano sobie urazy. Opłatek jest symbolem Eucharystii, Chleba anielskiego, który w Pasterce wszyscy przyjmują. Tak więc Chrystus narodzony jednoczy wszystkich swoich wyznawców. Opłatek, być może, pochodzi od eulogiów pierwszych wieków, czyli od chlebów błogosławionych w czasie Mszy świętej, jak to jest w zwyczaju jeszcze dzisiaj u prawosławnych. Po złożeniu sobie życzeń uczestnicy wigilii zabierają się do uczty, po której każdy udaje się do choinki, pod którą znajduje dla siebie prezent gwiazdkowy. Ucztę kończą kolędy, które śpiewa się do Pasterki. Dla podkreślenia, że zwierzęta były również obecne przy Bożym Narodzeniu i spełniały swoją rolę, karmiło się je opłatkiem kolorowym dla odróżnienia od białego, którym dzielili się ludzie. Panowało również w Polsce przekonanie, że zwierzęta w tę błogosławioną noc raz w roku mają przywilej mówić do siebie ludzką mową. www.brewiarz.pl Adwent (z łac. adventus - przyjście, przybycie) to okres w roku liturgicznym, który rozpoczyna się od I Nieszporów niedzieli po sobocie XXXIV tygodnia Okresu Zwykłego, a kończy przed I Nieszporami uroczystości Narodzenia Pańskiego w wieczór 24 grudnia. Trwa od 23 do 28 dni i obejmuje cztery kolejne niedziele przed 25 grudnia. Stanowi pierwszy okres w każdym nowym roku liturgicznym. Adwent składa się z dwóch odrębnych okresów: 1. czasu, w którym kierujemy nasze serca ku oczekiwaniu powtórnego przyjścia Jezusa w chwale na końcu czasów (okres od początku Adwentu do 16 grudnia włącznie); 2. czasu bezpośredniego przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, w której wspominamy pierwsze przyjście Chrystusa na ziemię. Teksty liturgiczne Adwentu ukazują postacie Starego i Nowego Testamentu, przez których życie i działalność Bóg zapowiadał i przygotowywał świat na przyjście Jego Syna: Maryję, Jana Chrzciciela, Izajasza. Adwent to czas radosnego oczekiwania na spotkanie z Panem i przygotowania się do niego przez pokutę i oczyszczenie. Dlatego Kościół zachęca do udziału w rekolekcjach, przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania. Adwent nie jest jednak w sensie ścisłym czasem pokuty, tak jak na przykład Wielki Post. Jak czytamy w "Ogólnych normach roku liturgicznego i kalendarza" z 1969 r.: "Adwent ma podwójny charakter. Jest okresem przygotowania do uroczystości Narodzenia Pańskiego, przez który wspominamy pierwsze przyjście Syna Bożego do ludzi. Równocześnie jest okresem, w którym przez wspomnienie pierwszego przyjścia Chrystusa kieruje się dusze ku oczekiwaniu Jego powtórnego przyjścia na końcu czasów. Z obu tych względów Adwent jest okresem pobożnego i radosnego oczekiwania". W czasie całego Adwentu, poza niedzielami i uroczystością Niepokalanego Poczęcia NMP (8 grudnia), odprawiane są Roraty. Ta bardzo dawna tradycja jest nadal w Polsce kultywowana. Roraty to Msze ku czci Najświętszej Maryi Panny, odprawiane wczesnym rankiem. Ich nazwa pochodzi od łacińskich słów pieśni często śpiewanej na ich początku - Rorate caeli desuper (Spuśćcie rosę, niebiosa). W czasie Rorat przy ołtarzu znajduje się dodatkowa, ozdobna świeca - symbolizuje ona obecność Maryi. .. Zwornikiem wszystkich tekstów liturgii adwentowej obydwu części jest czytanie księgi proroka Izajasza. Czytanie to obrazuje tęsknotę za wyczekiwanym Mesjaszem. Pierwsze ślady obchodzenia Adwentu spotykamy w IV w. między innymi w liturgii galijskiej i hiszpańskiej. Z pewnością Adwent nie istniał, dopóki nie ustalono stałej daty świąt Narodzenia Pańskiego. Została ona wyznaczona dopiero w II połowie IV wieku. W Hiszpanii pierwsze wzmianki o przygotowaniu do obchodu Narodzenia Pańskiego (choć nie jest ono określane mianem Adwentu) pochodzą z roku 380. Kanon 4 synodu w Saragossie, który odbył się w tym roku, poleca wiernym, aby od dnia 17 grudnia do Epifanii (6 stycznia) gorliwie gromadzili się w kościele, nie opuszczając ani jednego dnia. W tradycji gallikańskiej Adwent miał charakter pokutny i ascetyczny (post, abstynencja, skupienie), co wspomina św. Hilary (+ 367). W V w. biskup Tours, Perpetuus, wprowadził w Galii obowiązek postu w poniedziałki, środy i piątki w okresie od dnia św. Marcina (11 listopada) do Narodzenia Pańskiego. W Rzymie okres przygotowania do Narodzenia Pańskiego został wprowadzony dopiero w drugiej połowie VI wieku. Adwent miał tu charakter liturgicznego przygotowania na radosne święta Narodzenia Pańskiego, ze śpiewem Alleluja, Te Deum laudamus, z odpowiednim doborem czytań i formularzy, bez praktyk pokutnych. Od czasów św. Grzegorza Wielkiego (590-604) Adwent w Rzymie obejmował już 4 tygodnie. Był to czas bezpośredniego, liturgicznego przygotowania na obchód pamiątki historycznego przyjścia Chrystusa. Na początku IX w. Adwent nabiera także charakteru eschatologicznego - staje się czasem przygotowania na ostateczne przyjście Chrystusa. W wyniku połączenia tradycji gallikańskiej i rzymskiej ukształtował się Adwent, jaki przeżywamy do dziś - liturgicznie rzymski, a ascetycznie gallikański (kolor fioletowy, bez Gloria). Formę tę rozpowszechniały klasztory benedyktyńskie i cysterskie. W XIII w. znana ona była już w całym Kościele, do czego przyczyniły się nowe zakony, zwłaszcza franciszkanie. III Niedziela Adwentu jest nazywana Niedzielą Różową lub - z łaciny - Niedzielą GAUDETE. Nazwa ta pochodzi od słów antyfony na wejście: "Gaudete in Domino", czyli "Radujcie się w Panu". Szaty liturgiczne mogą być - wyjątkowo - koloru różowego, a nie, jak w pozostałe niedziele Adwentu, fioletowe. Teksty liturgii tej niedzieli przepełnione są radością z zapowiadanego przyjścia Chrystusa i z odkupienia, jakie przynosi. Warto pamiętać, że oprócz Niedzieli Gaudete jest jeszcze tylko jedna okazja do używania szat liturgicznych koloru różowego - jest nią Niedziela LAETARE - IV Niedziela Wielkiego Postu. www.brewiarz.pl Jezus opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: " Królestwo niebieskie podobne będzie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie". Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie". Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: " Panie, panie, otwórz nam ". Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę powiadam wam, nie znam was". Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny". Mt 25, 1-13 Rozpoczęliśmy już 32 tydzień zwykły w roku liturgicznym. Za dwa tygodnie Uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. A to znak, że rok liturgiczny w Kościele dobiega końca. W związku z tym w liturgii słowa coraz częściej czytamy i rozważamy teksty biblijne o charakterze eschatologicznym. Usłyszana w niedzielę przypowieść o pannach roztropnych i nierozsądnych, czy jak wolą niektórzy mądrych i głupich, również niesie w sobie odwołanie do czasów ostatecznych. Roztropność pięciu bohaterek przypowieści przejawia się w ich należytym przygotowaniu na przyjście pana młodego. Oprócz lamp zabrały one ze sobą również oliwę i tak zaopatrzone wyszły mu na spotkanie. Nierozsądne panny nie wzięły ze sobą oliwy, która przecież jest "pokarmem" dla światła lampy. Szukając możliwości jej zdobycia rozminęły się z tym, którego oczekiwały i nie zostały wpuszczone na ucztę. Słyszą dramatyczne słowa wypowiedziane przez pana młodego: nie znam was, co oznacza, odwołując się do biblijnego znaczenia czasownika "znać", że pan młody nie ma z nimi nic wspólnego. Roztropność jest jedną z cnót ludzkich. Cnoty ludzkie, zwane też moralnymi (roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie i męstwo) mają zarządzać postępowaniem człowieka zgodnie z rozumem i wiarą. Aby je w sobie wykształcić potrzeba wysiłku ze strony człowieka. Za "woźnicę" wszystkich cnót uważa się właśnie roztropność. W Katechizmie Kościoła Katolickiego (pkt 1806) możemy przeczytać, że cnota ta "uzdalnia rozum praktyczny do rozeznawania w każdej okoliczności naszego prawdziwego dobra i do wyboru właściwych środków do jego pełnienia". Tekst ten potwierdza tezę, że "cel nie uświęca środków". Do realizacji dobra potrzeba podjęcia właściwych środków, najlepszych środków spośród dostępnych. "Dzięki tej cnocie bezbłędnie stosujemy zasady moralne do poszczególnych przypadków i przezwyciężamy wątpliwości odnośnie do dobra, które należy czynić, i zła, którego należy unikać". Niedzielna przypowieść, odczytana w sposób alegoryczny, pokazuje, że celem życia człowieka jest spotkanie z Chrystusem. I nie tylko to ostateczne, ale także to doczesne. Jezus żyje i możemy się z Nim spotykać również dzisiaj. Ale pragnieniem Boga jest, by to bosko-ludzkie spotkanie rozciągnąć w wieczność. Aby to boskie marzenie mogło się spełnić potrzeba wysiłku współpracy z łaską Bożą ze strony człowieka. A temu sprzyja życie cnotliwe. Bo człowiek cnotliwy to człowiek mocny i silny, który wypracował w sobie trwałe postawy do czynienia dobra. To ktoś, kto jest odpowiednio przygotowany na różne okoliczności swojego życia, by w każdej sytuacji odpowiedzieć na Boże wezwanie, wezwanie do życia dobrego i pięknego, wezwanie do życia wiecznego. Ks Grzegorz Perzyna We wtorek 8.06 był ślub Marii Kłeczek. Każde zaślubiny są niezwykłe, te jednak były o tyle wyjątkowe, że Panem Młodym był Jezus Chrystus. Marysia razem z dwiema Anetami dołączyła do grona dziewic konsekrowanych. Dzielimy się radością i prosimy o modlitwę za Marysię 8 czerwca 2021 w Archikatedrze Warszawskiej złożyły ślub czystości na ręce biskupa i na znak konsekracji otrzymały obrączkę oraz brewiarz jako wyraz zobowiązania do towarzyszenia Kościołowi przez osobistą modlitwę o Tym samym, dołączyły do grona ponad 30 dziewic konsekrowanych w Archidiecezji Warszawskiej. - Rezygnujecie z rodziny, by przez więź z Jezusem objawiać, że Kościół nie jest firmą, instytucją czy korporacją, ale rodziną. Może niedoskonałą, czasem ułomną, ale jednak rodziną, w której każdy ma swoje miejsce. Wy już to miejsce odnalazłyście - mówił bp Michał Janocha podczas Mszy św. z obrzędem konsekracji dziewic 8 czerwca w archikatedrze św. Jana Chrzciciela w Warszawie. W Archidiecezji Warszawskiej do stanu dziewic konsekrowanych 8 czerwca zostały włączone: Maria Kłeczek, Aneta Świercz i Aneta Wrochna. Zanim nastąpił obrzęd konsekracji biskup w imieniu Kościoła zapytał kandydatki: - Czy chcesz aż do końca życia trwać w dziewictwie poświęconym Bogu i w służbie Bogu oraz Kościołowi? Czy chcesz w duchu Ewangelii naśladować Chrystusa, aby twoje życie w szczególny sposób świadczyło o miłości i było znakiem przyszłego królestwa? Czy chcesz być konsekrowana i zaślubiona naszemu Panu, Jezusowi Chrystusowi, Synowi Bożemu? Trzy kobiety ślubowały "czystość, aby bardziej kochać Chrystusa i lepiej służyć bliźnim". Zgodnie ze swym stanem i otrzymanymi charyzmatami powinny się oddawać pokucie, dziełom miłosierdzia, apostolstwu i gorliwej modlitwie. Zaleca się też, by dziewice konsekrowane codziennie odmawiały Liturgię Godzin, zwłaszcza jutrznię i nieszpory. W ten sposób, "łącząc swój głos z głosem Chrystusa, najwyższego Kapłana oraz Kościoła Świętego, mają nieustannie wielbić Ojca niebieskiego i wypraszać zbawienie świata". - Kościół bardzo ceni sobie tę drogę życia i powołania i naucza, że "od apostolskich czasów dziewice poświęcały swoją czystość Bogu, przez co stawały się ozdobą Mistycznego Ciała Chrystusa" - mówi ks. Piotr Kwiecień CM, który od 2017 r. jest duchowym opiekunem dziewic konsekrowanych w Archidiecezji Warszawskiej. Obecnie jest ich w Polsce ponad 300, w tym w archidiecezji - 34, a 18 kandydatek poprzez formację przygotowuje się do konsekracji. Wspominamy często Jana Pawła Il w Polsce, a zwłaszcza Jego modlitwę do Ducha Świętego na Placu Zwycięstwa w Warszawie. Szliśmy wtedy szczęśliwi na spotkanie z Nim, śpiewając głośno: "Czy wy wiecie że my mamy Papieża, który z Polski Ludowej jest" . Podczas uroczystości stałem blisko krzyża, ponieważ miałem się dowiedzieć od organizatorów, czy będę mógł wieczorem zjawić się w Kurii, aby osobiście wręczyć Ojcu Świętemu fotografię zamieszczoną w tym artykule. Wprawdzie widywałem Go już wcześniej, ale jako Kardynała, który. odprawiał Msze Święte dla niewielkich grup taterników udających się na wyprawy zagraniczne ( a kiedy został Papieżem, tradycje takich Mszy Świętych kontynuował Kardynał Macharski ) . Co innego jednak być blisko Papieża - Polaka. Wręczając fotografię, opowiedziałem szczegóły dotyczące kapliczki: znajduje się ona na Antarktydzie (na Wyspie King George, w Polskiej Stacji im. Henryka Arctowskiego) . Rzeźbę przedstawiającą Św. Józefa, patrona dobrej śmierci wykonał Krzysztof Zubek, góral z Zakopanego, a ja obudowę kapliczki. Wybór figurki tego Świętego spowodowany był tym, że już w czasie budowy naszej stacji natrafiliśmy na płachtę namiotową po dziewięcioosobowej ekipie brytyjskiej, która zaginęła w 1959 roku. Ekipy terenowe często pracowały na krawędzi ryzyka życia i dlatego takich smutnych miejsc było w pobliżu kilka: pięcioosobowa grupa polarników z Argentyny, którzy nagle zniknęli w szczelinach; czy też cztery mogiły uczestników wyprawy brytyjskiej (dwóch zmiażdżyła kamienista lawina podczas odwilży i dwóch, którzy idąc czapą lodowca spadli w szczeliny - jak ustaliliśmy - około 80 m na lodowe żyletki, nic więc dziwnego, że ich mogiły były tylko symboliczne, bo resztki ciał można było wyłącznie przenieść do puszek). Pecha i jednocześnie szczęście, połączone z doświadczeniem nabytym w wyprawach wysokogórskich, miało też wielu z nas. Przed wyjściem w teren przychodziliśmy więc często do Św. Józefa, prosząc Go o opiekę, a po powrocie dziękowaliśmy za nią. Dlatego stał się On naszym patronem. I jeszcze jeden powód, dla którego powstała ta kapliczka, a mianowicie - Polak to katolik, a katolicy powinni gromadzić się razem na wspólnej modlitwie. Dlatego w Polsce jest tak dużo przydrożnych kapliczek. Na fotografii widać świeczki, a to dlatego, że przychodzili do niej też inni uczestnicy wyprawy, zwłaszcza w okresie różnych Świąt. Kapliczkę umocowaliśmy w 1978 roku na fragmencie starego czopu wulkanicznego, tuż przy brzegu, gdzie znajdował się pomost. I kiedy odwiedzały nas inne ekipy polarne, to musiały one na samym wstępie zobaczyć, że Polska znajduje się wprawdzie w tzw. bloku komunistycznym ( z nakazu "dobrej woli" ),ale ludzie nie muszą być komuchami. Powitania polarników z USA, Chile i Argentyny pod kapliczką przełamywały niechęć. Kiedyś przyjechali na King George Rosjanie i w drodze do swojej bazy odwiedzili naszą ekipę. Kapliczkę widzieli, ale oficjalnie jej nie zauważyli. Jeden z nich, będąc w moim pokoju, gdy zobaczył na drewnie kolorową ikonę Matki Bożej z Częstochowy - nie wytrzymał i powiedział do mnie, jak to możliwe, aby pracownik naukowy wierzył w Boga ? Wymieniłem mu więc nazwiska kilka laureatów Nagrody Nobla, którzy wierzyli w Boga, dodając: "A o Pawłowie chyba słyszałeś 7" No oczywiście, to nasz wielki uczony I "A widzisz I on wszystkie pieniądze z otrzymanej nagrody Nobla, przeznaczył na renowację zniszczonych po rewolucji cerkwi". Gryszi bardzo było to nie w smak, zasępił się, ale powesel, gdy stwierdził - no, ale on już był stary ! Miałem bardzo ograniczony czas spotkania z ojcem Świętym w 1979 roku, chociaż widziałem, że dobrze zna problemy takich wypraw jak nasze i chętnie dłużej by posłuchał. Dostałem na pożegnanie flakonik z wodą święconą do poświęcenia naszej kapliczki i zapewnienie o wstawiennictwie modlitewnym. Kapliczkę poświęciłem w Wielką sobotę 1980 roku podczas zamieci, bo zima nadciągnęła tego kwietnia już wyjątkowo mroźna i śnieżna. W ciągu 18 miesięcy pobytu na kolejnej wyprawie mieliśmy bardzo trudne i zmienne warunki atmosferyczne. Było kilka takich huraganów, że fruwały fragmenty dachów i zgiął się nawet metalowy maszt radiowy. Przypadło mnie kiedyś w udziale prowadzić do bazy kilkuosobową grupę podczas zadymki, gdzie widoczność sięgała do 15 m przez ponad 20 km. I przeszliśmy bez wypadku między szczelinami. Innym razem, w czasie huraganowego wiatru, musieliśmy przejść po łamiącym się lodzie na zatoce 15 - 18 km. Przed zejściem z brzegu i zaprzęgnięciem się do sań, przeżegnaliśmy się i wyrwało mi się: "Oj ! Święty Janie Pawle Il módl się za nami, bo..., a kolega dodał- bo chyba nie dojedziemy, a życie jest piękne". Mieliśmy jeszcze kilka takich ekstremalnych chwil i nikomu nic się nie stało ! Po pokonaniu podobnych zagrożeń, zawsze przychodziło mnie do głowy to spotkanie w Kurii, gdzie usłyszałem o zapewnieniu Ojca Świętego, że będzie nad nami czuwał poprzez polecenie nas Bogu podczas modlitwy. Jego skuteczna opieka modlitewna utrwaliła w nas przekonanie, że troszczy się o nas Święty człowiek i dlatego w dowód wdzięczności, nazwaliśmy niezbadany fragment północno - zachodniej części wyspy w 1981 roku: Joannes Paulus Il Coast. Publikacja, w której była zawarta ta informacja, ukazała się 1984 roku. Stąd wniosek, że podczas rządów komunistycznych żyli w Polsce pracownicy naukowi, którzy nie wahali się demonstrowania publicznie swej wiary. Zmieniły się czasy ! Już nie trzeba się wstydzić swojej wiary, a kapliczka zawieszona w dalszym ciągu wita przybyłych do Stacji im. Henryka Arctowskiego i chyba patronuje jej Święty Papież Jan Paweł Il . Bolesław Bolo AKT ZAWIERZENIA POLSKI NAJŚWIĘTSZEMU SERCU PANA JEZUSA I MATCE BOŻEJ KRÓLOWEJ POLSKI Boże, Ojcze Wszechmogący, bogaty w Miłosierdzie, bądź uwielbiony w tajemnicy Twojej Miłości, objawionej przez Syna w Duchu Świętym. Panie Jezu Chryste, Zbawicielu świata. Dziękujemy Ci za Twoją ofiarną miłość, która w tajemnicy Ukrzyżowania i Zmartwychwstania stała się miłością zwycięską. Duchu Święty, Duchu Prawdy, miłości, mocy i świadectwa, prowadź nas. Gdy zbliża się 100. rocznica Cudu Nad Wisłą – który w sierpniu 1920 roku za przyczyną Najświętszej Maryi Panny ocalił naszą Ojczyznę i cywilizację europejską od bolszewickiego panowania – my, Pasterze Kościoła w Polsce, podobnie jak nasi Poprzednicy przybywamy na Jasną Górę. To tutaj od pokoleń uczymy się, że królowanie Chrystusa, a wraz z Nim Maryi, Królowej Polski, obejmuje w sposób szczególny również służbę Narodowi. Tutaj – na Jasnej Górze – uświadamiamy sobie wyraźniej odpowiedzialność za chrześcijańskie dziedzictwo na polskiej ziemi. Potrzebę wspólnej troski wszystkich warstw społecznych nie tylko za materialne, ale także za duchowe dobro naszej Ojczyzny. W tym szczególnym roku dziękujemy za 100. rocznicę urodzin Św. Jana Pawła II, który dostrzegał w Maryi wzór niezawodnej nadziei ogarniającej całego człowieka. Dziękujemy również za decyzję o beatyfikacji Sługi Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, który przypominał nam, że nie wystarczy patrzeć w czyste, zranione oblicze Matki, ale trzeba też, aby nasz Naród wyczytał w Jej oczach wszystko, co jest potrzebne dla odnowy polskich sumień. Wraz z Maryją, Bogurodzicą Dziewicą, Królową Polski i Świętymi Patronami, błagamy o ratunek dla naszej Ojczyzny w jej dzisiejszym trudnym doświadczeniu. W duchu Aktu Zawierzenia przez Biskupów Polskich sprzed 100 laty, wyznajemy „w prawdzie i pokorze, że niewdzięcznością naszą i grzechami zasłużyliśmy na Twoją karę, ale przez zasługi naszych Świętych Patronów, przez krew męczeńską przelaną dla wiary przez braci naszych, za przyczyną Królowej Korony Polskiej, Twojej Rodzicielki, a naszej ukochanej Matki Częstochowskiej, błagamy Cię, racz nam darować nasze winy”. Prosimy Cię, przebacz nam nasze grzechy przeciwko życiu, bezczeszczenie Twojej eucharystycznej Obecności, bluźnierstwa wobec Twojej Najświętszej Matki i Jej wizerunków oraz wszelki grzech niezgody. „Przemień serca nasze na wzór Twojego Boskiego Serca; przemień nas potęgą Twojej wszechmocnej łaski a z obojętnych i letnich uczyń nas gorliwymi i gorącymi, z małodusznych mężnymi i spraw, abyśmy już wszyscy odtąd trwali w wiernej służbie Twojej i nigdy Cię nie opuścili”. Najświętsze Serce Jezusa, Tobie zawierzamy Kościół na polskiej ziemi, wszystkie jego stany i powołania: duchowieństwo, osoby życia konsekrowanego, wszystkich wiernych, którzy „Polskę stanowią” w kraju i poza jego granicami. Oddal od nas wszelką zarazę błędów i grzechów, pandemię koronawirusa, grożącą nam suszę, jak również kryzys ekonomiczny i związane z tym bezrobocie. Te nasze prośby ośmielamy się zanieść do Ciebie przez szczególne wstawiennictwo Najświętszej Maryi Panny, która jest naszą Przedziwną Pomocą i Obroną. Bogurodzico Dziewico, Królowo Polski i nasza Jasnogórska Matko! Ku Tobie wznosi się dzisiaj nasza ufna modlitwa, która zespala serca wszystkich Polaków. Przyjmij godziwe pragnienia Twoich dzieci, którymi opiekowałaś się zawsze z macierzyńską troską. Twoimi jesteśmy i Twoimi pragniemy pozostać. Towarzysz nam w codziennej wędrówce naszego życia, bądź Przewodniczką, błagającą i niezwyciężoną Mocą. Maryjo! Pragniemy w tej modlitwie przywołać solidarny Akt Zawierzenia świata, Kościoła a także naszej Ojczyzny, który w dniu 25 marca 2020 r., wypowiadał Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski w Fatimie. Dzisiaj zawierzamy Tobie naszą Ojczyznę i Naród, wszystkich Polaków żyjących w Ojczyźnie i na obczyźnie. Tobie zawierzamy całe nasze życie, wszystkie nasze radości i cierpienia, wszystko czym jesteśmy i co posiadamy, całą naszą przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Uproś nam wszystkim obiecanego Ducha Świętego, aby ponownie zstąpił i odnowił oblicze tej Ziemi. Najświętsze Serce Jezusa, przyjdź Królestwo Twoje! Maryjo, Królowo Polski, módl się za nami. Amen W imieniu Kościoła w Polsce + Stanisław Gądecki Arcybiskup Metropolita Poznański Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski Jasna Góra, 3 maja 2020 roku |